Szanowni Państwo,
Zapraszamy na spektakl teatralny poświęcony wielkiej polskiej poetce Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej. Spektakl zrealizowany przez Salon Poezji, Muzyki i Teatru w Toronto mial swoja swiatowa prapremiere w listopadzie ub. roku..
W Klubie SOBIESKI będą Państwo mogli obejrzeć to wyjątkowe wydarzenie już 7 marca o godzinie 15.00 .
Dołączamy recenzje ze spektaklu , serdecznie zapraszamy !!!!

Anna Drutis – Puls
Sobotni wieczór w Maya Prentice Theatre należał do literatury, muzyki i precyzyjnego aktorstwa. „Pocałunki”, spektakl przygotowany w roku poświęconym Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, opowiada biografię poetki poprzez jej własne słowa. To forma wymagająca – zamiast linearnej opowieści widz otrzymuje świat utkany z wierszy, aluzji, fragmentów i tonów, które dopiero razem układają obraz życia i osobowości twórczyni.
Za całą konstrukcją spektaklu stoi Maria Nowotarska, która tym razem nie tylko reżyserowała przedstawienie, lecz również wystąpiła na scenie. Wcieliła się w rolę Magdaleny Samozwaniec – siostry Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej – operując niezwykłym rodzajem obecności: dyskretnym, a jednocześnie pełnym doświadczenia. Nowotarska od lat ma własny, charakterystyczny idiom aktorski: gesty są oszczędne, słowo prowadzone jest z dbałością o każdy półton. W tym spektaklu widać było, jak reżyserka i aktorka w jednej osobie potrafi połączyć dyscyplinę konstrukcji z ciepłem interpretacji. Jej pojawienie się w finale, jako osoby zamykającej premierę, było pięknym domknięciem wieczoru.
Agata Pilitowska – w roli samej Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej – stworzyła kreację niezwykle skupioną i czystą. To aktorstwo, które nie narzuca emocji, lecz je odsłania. Pilitowska wprowadza widza w świat poetki z miękkością, ale i precyzją, dzięki czemu życie Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej zaczyna pulsować między poszczególnymi wersami. Jest w jej interpretacji coś z elegancji dwudziestolecia międzywojennego, lecz także współczesna świadomość, że każde słowo niesie w sobie ślad epoki i ślad prywatności.
Spektakl wzbogaciły również pozostałe wykonania. Ilona Anna Urbaniak, debiutująca tego wieczoru na scenie Salonu, wniosła własną muzyczno-emocjonalną linię. Jej interpretacja jednej z najtrudniejszych piosenek wieczoru była nie tylko technicznie precyzyjna, lecz przede wszystkim pełna odwagi. To głos świadomy i dojrzały, który nadał przedstawieniu dodatkowy wymiar.
Nie sposób pominąć muzyki Krzysztofa Medyny. Jego saksofon prowadził spektakl jak kolejna postać – pojawiał się na granicy ciszy i brzmienia, dopełniając obrazy, a nie ilustrując ich. Dźwięk był tu jak oddech, chwilami jak echo uczuć zawieszonych między strofami.
Muzyczna konstrukcja przedstawienia miała jednak jeszcze jeden, niezwykle ważny fundament: kompozycje i aranżacje Bartosza Hadały, które spajały całość w delikatny, a jednocześnie wyrazisty muzyczny kręgosłup. Wśród twórców muzyki znalazły się również kompozycje Ilony Anny Urbaniak , nadające spektaklowi pulsującą, intymną warstwę emocjonalną. Całość dopełniał głos Piotra Pilitowskiego – ciepły, nośny, prowadzony z taką naturalnością, że stawał się przewodnikiem po świecie poetki.
„Pocałunki” nie zdradzają życia poetki wprost. Niczego nie podają wprost. Biografia buduje się w przestrzeniach między słowami, w spojrzeniach, w rytmie zdań, w muzycznych zawieszeniach. To spektakl, który zapiera dech w piersi właśnie dlatego, że niczego nie dopowiada – pozwala widzowi czuć, słuchać, odbierać.
Toronto dawno nie karmiło się tak wysublimowaną formą. W tych kilku scenicznych godzinach było coś, co trudno nazwać – jakby świat na moment zwolnił, jakby w tych „Pocałunkach” zatrzymał się czas. Widziałam tylko światło, głos, gest i poezję, które układały się w przestrzeń tak delikatną, że można było niemal usłyszeć własny oddech.
Na chwilę wszystko się zatrzymało. W tych wersach, melodiach i spojrzeniach było coś, co dociera głęboko, niepostrzeżenie, a potem zostaje na bardzo długo.
Salon Poezji Muzyki i Teatru Toronto – tworzony przez Marię Nowotarską i Agatę Pilitowską – w przyszłym roku będzie obchodził swoje 35-lecie. To nie jest zwykła rocznica.
To trzy dekady pielęgnowania polskiego słowa, wyobraźni i sztuki daleko od kraju, trzy dekady stawiania na wrażliwość, elegancję i kulturę.
Agata Pilitowska – w roli samej Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej – stworzyła kreację niezwykle skupioną i czystą. To aktorstwo, które nie narzuca emocji, lecz je odsłania. Pilitowska wprowadza widza w świat poetki z miękkością, ale i precyzją, dzięki czemu życie Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej zaczyna pulsować między poszczególnymi wersami. Jest w jej interpretacji coś z elegancji dwudziestolecia międzywojennego, lecz także współczesna świadomość, że każde słowo niesie w sobie ślad epoki i ślad prywatności.
Spektakl wzbogaciły również pozostałe wykonania. Ilona Anna Urbaniak, debiutująca tego wieczoru na scenie Salonu, wniosła własną muzyczno-emocjonalną linię. Jej interpretacja jednej z najtrudniejszych piosenek wieczoru była nie tylko technicznie precyzyjna, lecz przede wszystkim pełna odwagi. To głos świadomy i dojrzały, który nadał przedstawieniu dodatkowy wymiar.
Nie sposób pominąć muzyki Krzysztofa Medyny. Jego saksofon prowadził spektakl jak kolejna postać – pojawiał się na granicy ciszy i brzmienia, dopełniając obrazy, a nie ilustrując ich. Dźwięk był tu jak oddech, chwilami jak echo uczuć zawieszonych między strofami.
Muzyczna konstrukcja przedstawienia miała jednak jeszcze jeden, niezwykle ważny fundament: kompozycje i aranżacje Bartosza Hadały, które spajały całość w delikatny, a jednocześnie wyrazisty muzyczny kręgosłup. Wśród twórców muzyki znalazły się również kompozycje Ilony Anny Urbaniak , nadające spektaklowi pulsującą, intymną warstwę emocjonalną. Całość dopełniał głos Piotra Pilitowskiego – ciepły, nośny, prowadzony z taką naturalnością, że stawał się przewodnikiem po świecie poetki.
„Pocałunki” nie zdradzają życia poetki wprost. Niczego nie podają wprost. Biografia buduje się w przestrzeniach między słowami, w spojrzeniach, w rytmie zdań, w muzycznych zawieszeniach. To spektakl, który zapiera dech w piersi właśnie dlatego, że niczego nie dopowiada – pozwala widzowi czuć, słuchać, odbierać.
Toronto dawno nie karmiło się tak wysublimowaną formą. W tych kilku scenicznych godzinach było coś, co trudno nazwać – jakby świat na moment zwolnił, jakby w tych „Pocałunkach” zatrzymał się czas. Widziałam tylko światło, głos, gest i poezję, które układały się w przestrzeń tak delikatną, że można było niemal usłyszeć własny oddech.
Na chwilę wszystko się zatrzymało. W tych wersach, melodiach i spojrzeniach było coś, co dociera głęboko, niepostrzeżenie, a potem zostaje na bardzo długo.
Salon Poezji Muzyki i Teatru Toronto – tworzony przez Marię Nowotarską i Agatę Pilitowską – w przyszłym roku będzie obchodził swoje 35-lecie. To nie jest zwykła rocznica.
To trzy dekady pielęgnowania polskiego słowa, wyobraźni i sztuki daleko od kraju, trzy dekady stawiania na wrażliwość, elegancję i kulturę.
